Poliamoria cierpi na problemy z reputacją. Ale jednocześnie jest to również rozwiązanie. Słyszymy o tej praktyce utrzymywania wielu romantycznych związków za pełną zgodą wszystkich zaangażowanych przez cały czas. Fajny. Progresywny. Oczywiście trudne, ale głośne i zauważalne.
Ale jest też tolyamoria.
Prawdopodobnie o niej nie słyszałeś. Bardziej prawdopodobne. Ale ona jest wszędzie.
Termin ukuty przez Dana Savage’a łączy w sobie słowa „tolerować” i „poliamoria”. Opisuje dynamikę, w której partnerzy tolerują wzajemne stosunki seksualne, nigdy nie zgadzając się na to na głos. Żadnej dyskusji. Brak porozumienia. Po prostu odporność.
Są gotowi znieść pewną ilość tego… jednym słowem są tolerancyjni.
To nie jest poliamoria. Poliamoria wymaga zgody. Tolyamoria wymaga ślepoty. Jeden lub oboje partnerzy ignorują niewierność, ponieważ w małżeństwie nadal są dobre strony. Oszukiwanie jest tolerowane w porównaniu z alternatywą.
Marie Thuen, badaczka związku (radości ze szczęścia partnera), nazywa to sposobem na utrzymanie tytułu społecznie monogamicznego, mimo że sama treść małżeństwa gnije. Albo po prostu istnieje.
To się zdarza. Stale. Pamiętajcie Hillary i Billa Clintonów. Doszło do zdrady. Stała się sławna. Zostali razem. Nie poliamoria. Po prostu tolerancja.
Savage wskazuje także na fikcyjne przykłady, takie jak Cameron i Daphne w serialu Biały Lotos. W prawdziwym życiu scenariusz rzadko jest tak przejrzysty, ale wzór jest uderzający. Liang Yow, ekspert w tej dziedzinie, sugeruje, że toliamoria jest najczęstszą formą niemonogamii.
I wydaje się to prawdą.
Nie mamy twardych danych. Tuen uważa, że takie ustalenia są bardzo powszechne. Ale po co nadawać nazwę czemuś, co wszyscy udają, że nie istnieje?
Dla różnicowania.
To słowo nie pozwala nam mylić tolerancji z negocjacjami. Oddziela bierność od aktywności.
Weźmy na przykład poliamorię pod przymusem (PUD). To jest porozumienie, bez względu na to, jak brzydkie jest. Jedna osoba domaga się poliamorii. Drugi mówi, że nie. Związki przetrwają tylko wtedy, gdy udają, że się zgadzają. Rozmowa odbyła się. Istnieje świadoma zgoda, choć niechętna.
W Tolyamorii nie ma takiej sceny. Zaczyna się od tyłu. Często po odkryciu niewierności. Albo po rzuconym jak granat ultimatum: * „Wychodzę. Ty zostań w domu.”* Żadnych umów. Fakty są po prostu akceptowane takimi, jakie są.
Istnieje również zasada „nie pytaj, nie mów” (DADT). Jest tu para, która się na tym zna. Prawdopodobnie nawet omawiali to ogólnie. Idźcie w swoją stronę, ja pójdę w swoją, tylko nie patrzcie sobie na telefony. To jest system. Słaby, ale system.
Tuen zauważa, że DADT i Tolyamoria można łatwo pomylić. I faktycznie, mogą być podobne. Jednak DADT często implikuje pewien rodzaj równości. Obaj mogą oszukiwać, o ile pozostaje to tajemnicą. A Tolyamoria? Zwykle jest to jednostronne. Człowiek pozostaje „czysty”. Drugi idzie na bok.
To hierarchia pragnień i lęków.
Dlaczego to tolerujemy?
Tutaj kultura gra rolę basu. W niektórych miejscach monogamia na całe życie to żart, który opowiadamy dzieciom. Oczekuje się seksu pozamałżeńskiego, ale powinien on być dyskretny. Ocalenie twarzy osiąga się poprzez ignorowanie tego, co widać.
Społeczeństwa o słabej równości płci działają według podwójnych standardów. Od kobiet oczekuje się cierpliwości w stosunku do niegodziwych uczynków męża, o ile pozostają na miejscu. To jest stary skrypt.
Kwestia pieniędzy też odgrywa rolę. Lub jego brak.
Jeśli odejście oznacza biedę, tolerancja staje się strategią. Zostań. Ignorujesz. Przeżyjesz.
Tuen zauważa, że wraz ze zmniejszaniem się różnic między płciami zmniejsza się także różnica w zakresie oszustw. Teraz każdy może się zmienić. Każdy może być albo tym, który oszukuje, albo tym, który toleruje. Równość nie poprawia sytuacji. To po prostu demokratyzuje dysfunkcję.
Szczególnie w USA monogamia jest złotym cielcem. Brak monogamii jest grzechem. Samotność jest powodem do litości.
Dlatego ludzie udają. Yow sugeruje, że monolog wewnętrzny brzmi jak obrona: „Jeśli przyznam, że oszukuje, stanę się współwinny. Jeśli to zignoruję, pozostanę niewinny.” Utrzymuję swój autorytet moralny. Sąsiadom małżeństwo wydaje się nienaruszone.
Tu chodzi o zachowanie wyglądu.
Bardziej boimy się własnych pragnień niż kłamstw. Tolyamoria udowadnia, jak bardzo nie lubimy rozmawiać. Jak bardzo boimy się powiedzieć prawdę.
Cisza jest łatwiejsza niż negocjacje. Nawet jeśli cisza łamie Ci serce.
Czy naprawdę się znamy?
Prawdopodobnie nie.
Ale tytuł pozostaje. Mąż. Żona. Wzmacniacz.
I to wystarczy.


































