Dlaczego życie z facetem prowadzi do przyrostu masy ciała: przewodnik po szczerej rozmowie

9

Słyszysz wyrażenie „życie w grzechu” i myślisz o buncie. A może po prostu o romansie. Dla mnie zaczęło to oznaczać „życie na wielką skalę”. Nie w tym sensie, że eksploduje Twoje konto bankowe, ale w tym sensie, że eksploduje pasek Twoich spodni.

Zdecydowałem się. Zamieszkałam z moim chłopakiem. Wydawało się to logicznym kolejnym krokiem. Spotykaliśmy się, byliśmy szczęśliwi, w zasadzie już mieszkaliśmy razem, tylko bez wspólnego najmu.

A potem było ciasno. To samo znajome, okrutne uczucie napięcia w okolicy talii.

Oto brzydka prawda o wspólnym pożyciu i przybieraniu na wadze. Mój chłopak nie przytył ani grama. Pizzę, makarony i ciasta może jeść jak wodę. To typ faceta, którego nienawidzą Tajni Strażnicy Wagi. I ja jestem tym samym „obserwatorem”. Przez lata pracowałam, aby stracić te kilogramy ze studiów i utrzymać stabilną wagę.

Nowa sytuacja życiowa zniweczyła ten postęp.

Pułapka obfitości gospodarstwa domowego

Przez większość moich 26 lat obserwowałam swoją dietę. To nie było łatwe. Moi rodzice mieli spiżarnię, która sprzeciwiała się jakiejkolwiek logice żywieniowej. Soda, chipsy, słodkie płatki zbożowe. Podstawą śniadania były pączki czekoladowe.

Kolacje były jeszcze gorsze. Salami i ser na białym pieczywie z majonezem. Torba chipsów. Sok w pudełku. Jeden owoc. Czasem słodki deser.

Takie nawyki trudno wykorzenić. Przez całe studia na przemian przybierałem i traciłem wagę jak jo-jo. Kiedy skończyłam studia, obiecałam sobie, że przejmę kontrolę nad swoim zdrowiem. A potem poznałam mojego chłopaka.

Pierwszy rok związku był niebezpieczny. Jedliśmy w każdej przyzwoitej restauracji w mieście. Weekend mieliśmy powolny i leniwy. Razem gotowaliśmy pyszne posiłki. To była dla niego zabawa. Dla mnie to wyrok śmierci.

W pierwszym roku zyskałam dwa rozmiary ubrań. Byłem w drodze do trójki.

Na trzecim roku spojrzałem w lustro. Weszłam na wagę. Zdałem sobie sprawę, że zmierzam w kierunku poważnych problemów. Wysiadłam z pociągu „jedz, co ci wpadnie w ręce”. Zmniejszyłam porcje. Unikałem pokarmów wyzwalających. Utrzymywałam swoją docelową wagę przez prawie rok.

Pomyślałem, że jestem gotowy na przeprowadzkę. myliłem się.

Jak wspólne mieszkanie powoduje przyrost masy ciała

Pierwszy miesiąc przebiegł gładko. Byłem optymistą. Nie zauważyłem, jak moje uda zamieniły się w coś innego.

W drugim miesiącu moje letnie ubrania zaczęły być ciasne.

Powinienem był się zatrzymać. Powinienem był ponownie rozważyć swoje nawyki. Zamiast tego podwoiłem wysiłki. Kolacja przerodziła się w cały występ.

Szybki powrót z pracy do domu. Wspólne zakupy w supermarkecie. Gotowanie obok siebie. Przygotowane przez nas posiłki zawierały więcej kalorii niż cała moja dotychczasowa codzienna dieta.

Steki. Wieprzowina. Taco. Pasta.

Do każdego dania głównego podawano ziemniaki. Albo ryż. Lub oba. Sałatka oczywiście, ale potem deser. Zawsze deser. Dawno minęły czasy łatwych obiadów. Jedzenie trwało do 21:00. Skończyły się treningi na siłowni.

„Życie w grzechu” w moim rozumieniu oznacza „życie na dużą skalę” – a nie w sensie „Mam dużo gotówki”.

Odzyskiwanie zdrowia po przeprowadzce

W zeszłym tygodniu weszłam na wagę. Prawie upadłem.

Wróciło osiem kilogramów.

Dlaczego schudnięcie wymaga tyle wysiłku, a przybranie na wadze prawie żadnego?

To był sygnał alarmowy. Wszedłem w tryb akcji.

Nie przestałam gotować. Nie zabroniłam kolacji. Podzieliłam porcje na pół. Mam chłopaka po swojej stronie. Teraz pomaga mi walczyć z apetytem na śmieciowe jedzenie.

Wróciłem na siłownię. Po obiedzie jem niskokaloryczne przekąski zamiast całego rzędu ciastek owsianych z sorbetem pomarańczowym.

Nie wrócę do starych sposobów. Jestem silniejszy niż moje pragnienia. Moje biodra nie będą już grzechotać z powodu nadwagi.

Mój chłopak patrzy na mnie z kanapy. Macha ręką. Nadal jest chudy. Nadal je wszystko, na co ma ochotę.

Wychodzę za drzwi. Siłownia czeka.

„Życie w grzechu” niekoniecznie oznacza „życie na wielką skalę”. Ale to ty musisz wyznaczać granicę. W przeciwnym razie zwycięży gumka Twoich spodni.